Umowa zlecenia a umowa o dzieło po 1 stycznia 2017 r.

Zmiana ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę, która wejdzie w życie z dniem 1 stycznia 2017 r. może spowodować wzrost popularności umów o dzieło. Dlaczego? Umowy o dzieło nie są objęte obowiązkiem zapewnienia ich wykonawcom wynagrodzenia na poziomie minimalnym (zgodnie z ww. ustawą w jej brzmieniu od 1 stycznia 2017 r.) i nie są objęte systemem ubezpieczeń społecznych (z pewnymi wyjątkami).

Kontrole Inspekcji Pracy w latach 2016 -2018

W przyszłym roku Państwowa Inspekcja Pracy będzie skupiała się między innymi na kontrolowaniu prawidłowości zawierania umów cywilnoprawnych.
Jak można bowiem przeczytać w Programie działania PIP na lata 2016-2018 „W ramach I etapu działań długofalowych inspektorzy sprawdzać będą prawidłowość zawierania umów cywilnoprawnych, stosowanych często w warunkach właściwych dla stosunku pracy. Inspektorzy skontrolują budownictwo w 2016 r., gastronomię i hotelarstwo w 2017 r., agencje ochrony osób i mienia w 2018 r., czyli branże szczególnie zagrożone naruszeniami prawa w tym zakresie.”

Tym bardziej trzeba warto zwrócić uwagę na różnice pomiędzy umowami o dzieło a umowami zlecenia (umowami o świadczenie usług).

Konsekwencje błędnego zakwalifikowania umowy jako umowy o dzieło po 1 stycznia 2017 r.

Od momentu wejścia w życie ostatniej nowelizacji ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę (wynikającej z ustawy z dnia 22 lipca 2016 r. o zmianie ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę oraz niektórych innych ustaw Dz.U.2016.1265) jeśli błędnie zakwalifikujesz jakąś umowę jako umowa o dzieło, a okaże się ona umową o świadczenie usług lub umową zlecenia to po pierwsze możesz narazić się na konsekwencje w postaci naliczenia odpowiednich składek zusowskich, a po drugie na wyrównanie zleceniobiorcy wypłaconego wynagrodzenia do kwoty minimalnej stawki godzinowej w myśl ww. ustawy (od 1 stycznia 2017 r.). Do jakich zleceniobiorców stosuje się stawkę minimalną pisałam tutaj. Oczywiście nie do wszystkich, ale zakładam, że do większości – tak.

Umowa o dzieło a umowa zlecenia lub umowa o świadczenie usług

Obecnie pokutuje przekonanie, że jeśli w umowie cywilnoprawnej określi się efekt końcowy pracy wykonawcy to będzie to oznaczało, że zawarta umowa zawsze będzie umową o dzieło. Pogląd ten jest błędny.

Efekt w umowie o dzieło

Umowa o dzieło należy do umów rezultatu, co oznacza, że oceny wykonania umowy dokonuje się przez pryzmat osiągnięcia konkretnego, indywidualnie oznaczonego wytworu/efektu, który może mieć postać zarówno materialną, jak i niematerialną. Należy przyjąć, że realizacja oznaczonego dzieła jest zwykle określonym procesem wykonawczym, o możliwym do wskazania momencie początkowym i końcowym, którego celem jest doprowadzenie do weryfikowalnego i jednorazowego rezultatu, zdefiniowanego przez strony w momencie zawierania umowy. Ryzyko nieosiągnięcia rezultatu obciąża przy tym przyjmującego zamówienie. Dzieło nie musi mieć przy tym cech indywidualności w takiej mierze jak utwór, nie zawsze musi być tworem niepowtarzalnym, chronionym prawem autorskim i wymagającym od jego autora posiadania specjalnych umiejętności. Tym niemniej, zawsze musi być jednorazowym efektem, zindywidualizowanym już na etapie zawierania umowy i możliwym do jednoznacznego zweryfikowania po wykonaniu.

Z taką definicją umowy o dzieło, co do zasady nie koresponduje więc wykonywanie powtarzalnych czynności.

Powtarzalne czynności a umowa o dzieło

Szereg powtarzalnych czynności, nawet gdy prowadzi do wymiernego efektu (odśnieżenie terenu, uszyte firany i zasłony), nie może być rozumiany jako jednorazowy rezultat i kwalifikowany jako realizacja umowy o dzieło. Przedmiotem umowy o dzieło nie może być bowiem osiąganie kolejnych, bieżąco wyznaczanych rezultatów. Tego rodzaju czynności są natomiast charakterystyczne dla umowy zlecenia, którą definiuje obowiązek starannego działania – starannego i cyklicznego wykonywania umówionych czynności.
Wniosek: wykonanie oznaczonego dzieła, o którym mowa w art. 627 k.c., to stworzenie dzieła, które poprzednio nie istniało.

Przykłady błędów

W sprawie o sygn. akt III AUa 969/15 Sąd Apelacyjny w Szczecinie w wyroku z dnia 20 lipca 2016 r. zakwestionował nazywanie umów o dzieło umów, których przedmiotem było:

  • tworzenie archiwum,
  • analiza dokumentów księgowych,
  • analiza przydatności do dalszego użytkowania narzędzi i materiałów,
  • odśnieżanie wyznaczonego terenu,
  • uszycie firan,
  • przygotowanie i wymalowanie okien,
  • okresowa konserwacja narzędzi,
  • naprawa (w tej sprawie: dachu lub ściany).

Takie, czasownikowe ujęcie przedmiotu umowy zdaniem Sądu nie budzi wątpliwości, że płatnik był w istocie zainteresowany wykonywaniem określonych czynności przez zainteresowanych. Choć więc niektóre z nich prowadziły do rezultatu, to jak już wskazano wyżej, nie był to rezultat o jakim mowa w art. 627 k.c.

Przeprowadzenie kursu zawodowego

Z kolei w innej sprawie (sygn. akt. III AUa 859/15, Sąd Apelacyjny w Szczecinie, wyrok z dnia 23 czerwca 2016 r.) pewna spółka zawarła z osobami fizycznymi umowy nazwane przez strony umowami o dzieło, przedmiotem których było przygotowanie materiałów niezbędnych do przeprowadzenia szkolenia na kursie kwalifikacyjnym na stanowisko manewrowego i ustawiacza, przeprowadzenie szkolenia, weryfikacja wiedzy słuchaczy, przeprowadzenie ewaluacji zajęć, oraz sporządzenie wymaganej dokumentacji i sprawozdania z przeprowadzonego szkolenia. Znaczenie ma też faktyczna realizacja zobowiązania, które nie było jednorazowe, lecz stanowiło pewien ciąg czynności. Działania zainteresowanych nie posiadały cech oryginalności, nadto wynagrodzenie było należne za wykonane czynności, nie zaś za wykonanie oznaczonego dzieła.
Sąd Apelacyjny podkreślił, że treścią spornych umów nie było zatem osiągnięcie niepowtarzalnego, indywidualnego, materialnego rezultatu, ani też pomyślnego wyniku czynności. W żadnym z tych przypadków przy podpisywaniu umowy o dzieło zainteresowani nie mogli zagwarantować ukończenia kursu przez wszystkich uczestników. Treścią spornych umów było bowiem jedynie zobowiązanie do starannego wykonania wszystkich czynności niezbędnych do przeprowadzenia szkolenia, bez przyjęcia odpowiedzialności za ich rezultat.

W tym miejscu Sąd Apelacyjny podkreślił, że w przypadku przeprowadzania cyklu szkoleń zawodowych nie występuje żaden rezultat ucieleśniony w jakiejkolwiek postaci. Jest to wyłącznie staranne działanie wykonawcy umowy, który stosownie do posiadanej wiedzy, ma ją przekazać uczniom. Poziom wiedzy kursantów po takich kursach nie może być utożsamiany z wymaganym rezultatem, nadto liczba wykonywanych godzin wykładów nadaje im charakter powtarzalnych czynności, nawet jeżeli szkolenia podzielono na części. Oczywiste jest, że na każdym wykładzie dobór słów, przykładów i metod przekazania wiedzy może być inny, ale nie zmienia to typowej usługi w wymagany efekt. Wkład w postaci wysiłku umysłowego wymagany jest przy każdej pracy umysłowej i nie jest wykładnikiem tylko obowiązku starannego działania.

Wartościowy audyt prawny

Co przedsiębiorca może zrobić? Gdy nie ma pewności co do prawidłowości kwalifikacji prawnej zawartych umów rekomenduję przeprowadzenie w firmie audytu mającego na celu wskazanie umów, które zostały zawarte w sposób nieprawidłowy, oszacowanie z tego tytułu ryzyk i możliwości wyjścia z niekorzystnej sytuacji.

Dotknij tutaj i zadzwoń